piątek, 7 listopada 2014

...

Blog ostatnio został zaniedbany. Szkoła, brak czasu, nie udzielacie się. Nie wiem czy jest sens go dalej prowadzić. Nikola zaczęła pisać swoje dwa.





Zajdzie wiele zmian. Oprócz opowiadań, mogą być różne zabawy, informacje o chłopakach, zdjęcia itp. To wszystko zależy od was.
Jak na razie jestem u sama. Nie wiadomo jak z Nikolą. :)
Czekam na wasze wszelkie propozycje.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 8

Obudziłam się cała oblana zimym potem. Na całe szczęście nie obudziłam dziewczyn. Postanowiłam się przejść. Dopier się przejaśniało. Zarzuciałam na plecy bluze, założyłam buty i wyszłam z namiotu. Cisza. To było coś co kocham. Byłam już dość daleko od miejsca naszego 'obozu'. Przystanęłam na łące i przyglądałam się jak słońce wschodzi. To był piękny widok. Kiedy poczułam czyjąś ręke na moim nadgarstku pisnęłam. Przerażona zorjentowałam się iż był to Zayn.
-Czego chcesz?-nadal pamiętam to co powiedział mi na moich urodzinach, nadal czułam się urażona.
-Nie powinnaś wsama odchodzić tak daleko od namiotów.
-Nie powwinno cię to interesować.-odpowiedziałam oschle.
-Słyszałem jak krzyczałaś.
-I?!
-Miałaś koszmar?
-Co cię to obchodzi? Śmiało, nabijaj się ze mnie! Biedna sierota ma koszmary! Nie ma nic zabawniejszego!-po moich policzkach spłynęły łzy czemu? Sama nie wiem...
-Nie chce się z ciebie nabijać. Każdy ma koszary. Nie płacz.-poczułam jego silne ramiona wokół moich. Przez chwile próbowałam sie wyrwać ale był za silny. Wtuliłam głowe w jego tors i zaczęłam głośniej płakać. On w tym czase gładzi łręką moje włosy.
-Ciii... Wszystko jakoś się ułoży, zobaczysz.-podniosłam wzrok i spojrzałam w jego oczy, piękne oczy. Kąciki moich ust lekko uniosły się .W jego ocach błysnęły iskierki. Pochylił się nade mną i lekko musnął moje usta. Potem przez kilka sekund wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Tym razem to ja go pocałowałam. Był to długi, namiętny pocałunek. Nasze języki idealnie ze sobą współgrały. Jedną ręke wplotałam w jego ciemne włosy a drugą trzymałam jego kark. Musiałam stać na palcach aby nie rozłączyć naszego pocałunku. Chłopak chyba to poczuł, ponieważ złapał mnie za pośladki i podniós a ja owinęłam nogi wokół jego bioder. Jego usta były słodkie. Mogłabym zatracać się w nich całymi dniami. Kiedy zabrakło nam powietrza rozłaczyliśmy nasze usta. Zayn postawił mnie na ziemi nie przerywając kontaktu wzrokowego. Nagle przypomniały się mi moje urodziny, to co mi powiedział. Zdjęłam ręce z jego karku i zrzuciłam jego ręce z moich bioder.
-Przepraszam.-powiedziałam i odwróciłam się aby odejść. On jednak złapał mój nadgarstek i spojrzał na mnie zdziwiony.-Dziękuje, że mnie przytuliłeś i w ogóle. Ale to była pomyłka.
-Co?-zapytał. Ja jednak nic nie odpowiedziałam tylko odwróciłam się i odeszłam. Po moich policzkach znów płynęły łzy. Co ja zrobiłam?Przecież on chce mnie tylko wykorzystać. To jest chore... Kiedy byłam juz prawie przy miejscu naszego 'obozu'. Zayn odwrócił mnie w swoją strone.
-Zayn daj spokój. To była pomyłka. Przypomnij sobie moje urodziny. Pamiętasz co mi powiedziałeś? A wałaśnie. Oddam ci wszystkie te rzeczy, które kupiłeś.
-Ja nie... I co chcesz teraz zrobić?
-Nie wiem. Najlepiej o tym zapomnijmy.-szepnęłam i odeszłam nie czekając na jego reakcje. Kiedy byłam od niego dość daleko wybuchłam płaczem.


Zayn POV:
Nie mogłem zasnąć. Cały czas myślałem o niej. Sam nie wiem czemu. To dziwne uczucie. Moje zamyślenia przerwał krzyk. Rozpiąłem namiot i ciuchutko wyjrzałem na zewnątrz. Dc szła w strone lasu. Wsunąłem na nogi buty i ruszyłem za nią. Przystanęła dopiero na łące oglądając wschód słońca. Cicho podeszłem do niej i złapałem za nadgarstek. Pisnęła i gwałtownie odwróciła się w moją strone. Na jej twarzy pojawił się grymas.
-Czego chcesz?
-Nie powinnaś sama odchodzić tak daleko od namiotów.-powiedziałem najbardziej obojętnie jak potrafiłem.
-Nie powwinno cię to interesować.-odpowiedziała oschle.
-Słyszałem jak krzyczałaś.
-I?!
-Miałaś koszmar?
-Co cię to obchodzi? Śmiało, nabijaj się ze mnie! Biedna sierota ma koszmary! Nie ma nic zabawniejsego!-po jej policzkach spłynęły.
-Nie chce się z ciebie nabijać. Każdy ma koszary. Nie płacz.-przytuliłem ją. Przez chwile próbowała sie wyrwać ale w końcu ustąpiła. Wtuliła głowe w mój tors i zaczęła głośniej płakać. Ja w tym czase gładziłem ręką jej włosy.
-Ciii... Wszystko jakoś się ułoży, zobaczysz.-podniosła wzrok i wpatrywała się w moje oczy,. Kąciki jej ust lekko uniosły się. Pochyliłem się nad nią i lekko musnąłem jej usta. Potem przez kilka sekund wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Tym razem to ona pocałowała mnie. Był to długi, namiętny pocałunek. Nasze języki idealnie ze sobą współgrały. Jedną ręke wplotała w moje włosy a drugą trzymała mój kark. Musiała stać na palcach aby nie rozłączyć naszego pocałunku. Złapałem ją za pośladki i podniosłem a ona owinęła nogi wokół moich bioder. Kiedy zabrakło nam powietrza rozłaczyliśmy nasze usta. Postawiłem ją na ziemi nie
 przerywając kontaktu wzrokowego.Nagle zdjęła ręce z mojego karku i zrzuciła moje ręce z moich bioder.
-Przepraszam.-powiedziała i odwróciła się. Złapał jednka jej nadgarstek i spojrzałem na nią zdziwiony.-Dziękuje, że mnie przytuliłeś i w ogóle. Ale to była pomyłka.
-Co?-zapytałem. Ona jednak nic nie odpowiedziała tylko odwróciła się i odeszła. Stałem jak słup i wpatrywałem sę w jej plecy gdy odchodziła. Stałem tak jeszcze przez kilka minut aż w końcu ocknąłem się i ruszyłem w strone naszego biwaku. Kiedy miała wychodzić już z lasku złapałem ją za ręke i odwróciłem twarzą do mnie.
-Zayn daj spokój. To była pomyłka. Przypomnij sobie moje urodziny. Pamiętasz co mi powiedziałeś? A wałaśnie. Oddam ci wszystkie te rzeczy, które kupiłeś.
-Ja nie... I co chcesz teraz zrobić?
-Nie wiem. Najlepiej o tym zapomnijmy.-szepnęła i odeszła.
-Ale może ja nie chce zapomnieć.-powiedziałem sam do siebie. Żadna dziewczyna nigdy mnie tak nie potraktowała. Tylko ja je. Może to jest moja kara? Lubiłem dziewczyny, z którymi się umawiałem ale nie jakoś szczególnie. Ale Darcy była inna, coś mnie do niej ciągęło od pierwszego dnia kiedy ją zobaczyłem. Z tego co wywnioskowałem Niall'owi też się podoba. Widze w jaki sposób na nią patrzy. Nie zasługuje na nią. Ona jest... niewinna, spokojna, miła. A ja? Dokładnym jej przeciwieństwem. Choć nie znam jej bardzo dobrze wiem, że byłaby szczęśliwsza będąc z moim przyjacielem niż ze mną. Raniłbym ją, nawet jeśli bym tego nie chciał. Spróbuje zapomnieć, choć wiem, że będzie trudno.


Dc POV:
Szybko wytarłam łzy kiedy usłyszałam czyjeś kroki. Zapewne to Zayn. Gdyż tylko on szedł za mną, prawda? Moim oczom ukazał się Maks. Czy widział to wszystko?
-Hej, co tutaj robisz?-zapytałam.
-Hej, byłem się odlać a ty? Płakałaś?-odetchnęłam z ulgą kiedy upewniłam się, że nie poszedł za nami.
-Yyy... taa. Coś mnie ugryzło i cholernie boli.
-Serio? Gorszej ściemy nie słyszałem. Ty nigdy nie płakałaś o takie rzeczy.
-A co miałam powiedzieć? Że niedźwiedź mnie gonił? Dobra, chodźmy już.
-Najpierw powiedz mi czemu płakałaś.
-Powiedzmy, że nieszczęśliwie się zakochałam...- czy ja naprawde to powiedziłam? Chyba w końcu musze to przyznać. Jestem zakochana w Zayn'ie Malik'u... nieszczęśliwie zakochana.


*********************************************************************************
Hej mordki. Przepraszam, że dopiero teraz wstawiam kolejny rozdział ale nie miałam weny i czasu. Wybaczycie mi? :D Mam nadzieję, że spodobał wam się ten rozdział ♥ Zapraszam na mojego innego bloga. Rozdział pojawi się wkrótce...http://presence-harry-styles.blogspot.com/

czwartek, 24 lipca 2014

Nie poddaje się, wciąż walcze.

Smutek, ból, rozpacz są to trzy rzeczy, które towarzyszą mi w życiu. Przez te kilka lat dużo się wycierpiałam. Dlaczego nie mogłam żyć w normalnej rodzinie? Zawsze przed snem zadaję sobie to pytanie. Dlaczego nikt mnie nie chce, aż taka pojebana jestem? Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie. Więc wysłuchajcie mojej historii.
Jako dziecko zawsze byłam spychana na bok. Nikt się mną nie zajmował, oprócz Harrego. Mojego brata. Kilka lat później zmarł. Popadłam w rozpacz. Rodzice przestali się mną interesować. Oddali mnie do domu dziecko. Siedzę tu, aż do tej pory. W moim sercu cały czas jest Harry. Tak naprawdę to on zaczął się mną opiekować. To on mnie karmił, zaprowadzał do przedszkola. W szkole dużo osób twierdziło, że żyłam w patologi. Niestety to prawda. Matka zawsze sprowadzała do domu kolesi. Ojciec pił. Nie mieliśmy kasy, nawet na jedzenie. Brat zarabiał. Jeździł na wiśnie, roznosił ulotki. Robił to co było możliwe. On był moim jedyny przyjacielem. Zastępował mi matkę, ojca, babcie, dziadka, znajomych. Gdy oddali mnie do domu dziecka, znienawidziłam ich jeszcze bardziej. Nie pojawili się na pogrzebie syna. Nie przeżywali tego. Nie uronili ani jednej łzy. Mieli to wszystko w dupie. Jednak ja nikomu nie ufałam. Lecz ten dzień zmienił wszystko. Od kilku lat na mojej buzi pojawił się uśmiech.
-Kochanie mam dla ciebie niespodziankę. - powiedziała opiekunka ośrodka
-Jaką?
-Znalazła się dla Ciebie rodzina. Chcą się spotkać dziś.
-Naprawdę? Zabiorą mnie ze sobą?
-Prawdopodobnie jeszcze dziś. Idź się pakuj, bo za godzine mają już tu być.
Cała podekscytowana poszłam do pokoju się spakować. Myślałam kim oni będą. Oby mnie pokochali. Może uda się mi odbudować zaufanie. W końcu będę szczęśliwa. A oni niech się w piekle smażą.
2 godziny później
Dowiedziałam się, żę będe miała czwórkę rodzeństwa. Państwo Malikowie są wspaniali. Oby reszta rodziny mnie polubiła. Pojechałam do mojej nowej rodziny.
*
-Witaj w swoim nowym domu. Podoba Ci się?
-Tak bardzo.
-Zayn, Safaa, Waliyha, Doniya chodźcie się przywitać. 
-Miło mi cię poznać. Cieszę się, że jest jeszcze jakas dziewczyna w naszej rodzinie. Musimy poplotkować i pogadać. 
-Mi też was miło poznać. Cieszę się, że jestem tu z wami. już was kocham hahah. 
-My Ciebie też. 
-Chodź pokażemy ci pokój. 
-Jak tu wspaniale. Jeszcze mamy obok siebie pokoje. Mhm 
-Rozpakuj się i zejdź na dół na kolacje. 

Zaczęłam się za układanie ciuchów, książek i innych rzeczy. Dziewczyny mnie polubiły to już coś. Zayn też jest całkiem spoko.

 Czas na kolacje. Siadłam obok *Doniyi, naprzeciwko Zayna. Miło mi się z nimi rozmawiało. Po zjedzeniu poszłam do siebie do pokoju. Siadałam na parapecie i wyciągnęłam gitarę. Zaczęłam grac i śpiewać. Nie wiedziałam kiedy do pokoju wszedł mój braciszek. 
-Ładnie śpiewasz.
-Dziękuję, co tu robisz?
-Przyszedłem zobaczyć co robisz.
-Widzisz.
-Zaśpiewajmy razem piosenkę Over Again.
-Ładnie śpiewasz Zayn. 
-Dziękuję. 
-Dobranoc siostrzyczko. Pamiętaj, ze zawsze możesz na nas liczyć. 
-Branoc, kocham cię. 
Teraz przy sobie mam wspaniałe osoby. Po mału zapominam o przeszłości. Trzeba, żyć dalje i się nie poddawać. Taki jest właśnie mój cel.
-----------------------------------------------
*Doniyi niestety nie wiem jak odmienia się jej imie. Wybaczcie. 
Podoba Ci się? Skomentuj. Zapraszam Dziękuję za 2 nominacje. Kocham was.♥

środa, 23 lipca 2014

Uśmiechnij się, aby zmienć świat. x

Zawsze uśmiechnięta, wesoła, wygadana, a w środku smutna, zrozpaczona, nieszczęśliwa. Miała wszystko czego zapragnęła. Miała idoli, rodzinę, przyjaciół. Lecz czegoś jej brakowało. Zakochała się nieszczęśliwe, rodzice mieli ją daleko. Nie chciała dalej tak żyć. Nie miała poczucia bezpieczeństwa, miłości i ciepła. Postanowiła się wyprowadzić. Rodzice wszystko opłacili i co miesiąc postanowili jej wysyłać pieniądze. No tak pieniądze dla nich najważniejsze. Do szkoły miała blisko, mieszkała obok Sophii. Swojej przyjaciółki. Mogła jej powiedzieć wszystko. Dziewczyna znała wszystkie tajemnice Kim. A ona ja wspierała i doradzała. Jednak jeden dzień wszystko zmienił. Jedno przypadkowe spotkanie, przerodziło się w przyjaźń.
Po szkole Kim pokłóciła się z matką. Z płaczem pobiegła do parku. Usiadła na ławce i płakała.Podszedł do niej brunet
.
-Hej, wszystko w porządku?
-Tak. Nie musisz się martwić
. A na jej ustach pojawił się fałszywy uśmiech.
-Nie okłamiesz mnie. Widzę, ze płakałaś. Chłopak spojrzał na jej nadgarstki. W oczach miał łzy.
-Mi się nie da pomóc.
-Wszystko się da kochanie. Tak w ogóle jestem Louis Tomlinson, a Ty?
-Kim West.
-Chodź na kawe i masz mi wszytsko opowiedzieć. Zresztą jesteśmy sąsiadami.

Kim zgodziła się. Opowiedziała mu ze szczegółami. Postanowił ją odprowadzić do domu.
-Jeżeli masz zamiar się ciąć to weź moją ręke, spójrz mi w oczy i zadaj mi tyle ran ile zrobiłaś sobie. Zamilkła. Zaczęła płakać, wtuliła się w jego tors.
-Dziękuję.
*
Spotykali się codziennie. Nie odstępowali się na krok. Ufała mu, a on jej. Nie mieli przed sobą tajemnic. Kto wie może kiedyś będzie to pani Tomlinson.

-----------------------
Hej, kochani. x Jak wam mijają wakacje? Jak wiecie dziś jest 4 rocznica chłopaków. Strasznie się cieszę, że tak dużo osiągneli. x
Zapraszam do komentowania imaginów. x Pozdrawiam.



poniedziałek, 14 lipca 2014

Nasze drogi się złączą! ♥

Przeczytaj notkę pod postem ! Ważne !
Nie kurwa nie mogę w to uwierzyć. Prosze cie wyjdź z mojego mieszkania.
Prosze cie. To był głupi błąd. Byłem pijany.
Kurwa głupi błąd. Ty debilu zdradziłeś mnie. Wyjdź i nie wracaj.
Pamiętaj Kocham Cię. Żegnaj.
Jej jedyna miłość zdradziła ją. Myślała, że to sen. Poszła do łazienki. Weszła pod prysznic. Ne radziła sobie. Zaczeła się ciąć. To już dla niej druga tragedia. Ledwo co zaczeła ufać ludziom. Była wrakiem człowieka. Przytłoczyło ją to. Od nikogo nie odbierała telefonów.

*Oczami Louisa*

Jak mogłęm to zrobić. To był tylko błąd. Kocham ją. Nie mogę bez niej żyć. Ona jest całym moim światem. Ona utrzymuje mnie przy życiu. W mojej głowie jest jej uśmiech, jej zielone oczy. Nie zapomnę tego jak pierwszy raz się spotkaliśmy. Nie mam już dla kogo żyć.
Poszedł do domu. Wziął się zapisanie listu.
Droga Marto:
Przepraszam za to wszystko. Teraz nie będziesz musiała cierpieć. Bez ciebie nie będe mógł sobie poradzić. Ale może tobie pójdzie lepiej w życiu. Zawsze będziesz w moim sercu i na zawsze. Nigdy nie zapomnę twojego uśmiechu. Nie chciałem cie zostawiać lecz musze. Nie rób sobie krzywdy. Kochałem Cię, kocham i będę kochać. Będę tęsknił za tobą, lecz ty o mnie za pomnij. Już tęsknie. Zapomnij o człowieku który cie zdradził. Już nie będziesz cierpiała. Żegnaj na zawsze. Może kiedyś nasze drogi znów się złączą. Kocham Cię.
Twój LouLou!
Poszedł zostawić jej list z różą pod drzwi. Następnie udał się na skarpę i skoczył. Nie było dla niego ratunku.
Dziewczyna jak każdego ranka wychodziła przed dom po gazetę. Stanęła i coś ją ukuło. Podniosła list z róża, zapomniała o gazecie. Usiadła i zaczęła czytać. Z każdym słowem płakała co raz bardziej. Miała iść dziś do Tomlinsona i z nim pogadać. Chciała mu wybaczyć. Myślała że to jakiś żart, okazała się to rzeczywistość. Poszła na skarpe z listem i żyletką. Przecięła sobie żyły. Ostatnie słowa jakie wypowiedziała brzmiały: Kochanie nasze drogi się złączyły. Wybaczam Ci. Razem u Pana Boga byli szczęśliwi. Może gdyby wcześniej do niego poszła, by nie popełnili samobójstwa. Nie każdemu człowiekowi szczęścia plata figle. 





------------------------------------------------
Prosze dajcie tu komentarz http://smile-more-cry-less.blogspot.com/. Dla niej to bardzo ważne. Prosze! <3

sobota, 12 lipca 2014

Bo głupi zawsze ma szczęście.

*Wspomina*
-Mamo mogę jechać na koncert One Direction?
-Tak możesz, ile chcesz na bilet?
-Dziękuję ci bardzo. Kocham Cię. 200zł
**
Było wspaniale. Usłyszałam głos moich aniołków. Mam ich autograf. Mam z nimi zdjęcie. W końcu spełniłam swoje marzenie. 
Pokój mam cały w plakatach z nimi. Mam wszystkie płyty książki i inne gadżety. Może pojadę jeszcze na jeden koncert. Wszystko może się zdarzyć. Oby przyjechali do mojego kraju. Chce jeszcze raz im podziękować. Chce zjeść z Liamem nutelle, z Louisem marchewke, pograć na gitarze z Horanem, potargać loczki Hazzy i wygłupiać się z Zaynem. Uda mi się to zrobić. 

I udało. Szkoda, że te chwile nie powrócą. Już nie bedzie odliczania do kolejnych teledysków, następnym płyt i tras koncertowych. Już nie kupię kolejnej płyty. Pozostały mi tylko wspomnienia. Zostały pamiątki po tych wspaniałych ludzi. Mimo hejtów nie poddali się. Teraz mają wspaniałe żony, gromadke dzieci. Ale juz nie śpiewają już nie ma One Direction.
Trudno było mi się pozbierać po rozpadzie zespołu. Nie mogłam w to uwierzyć. Cały mój świat runął. Wiedziałam, że kiedyś to się skończy. Ale nie tak szybko. Nie w tym czasie. To było tak nagle. Dosłownie 8 lat temu złączono ich w zespół. Dokładnie tej daty i podczas tej godziny. Jednak to oni wybrali i tak sie stało. Mimo tego oni zawsze pozostaną w moim serduszku. Do końca życia.
-Córciu spakowałaś się?
-Tak mamo juz idę. Otarłam ostatnią łze i ze wszystkimi pudłami i walizkami zeszłam. W dwóch pudłach były wszystkie rzeczy z One Direction. One zawsze mi będą towarzyszyć.
Właśnie wyjeżdżam do Holmes Chapel. Być może znowu go spotkam. Może będzie sam, z rodziną lub z Gemmą. Może będziemy sąsiadami. Podczas drogi rozmyślam. Chce znowu ich spotkać.
-
Weszłam w do domu. Rozpakowałam się. Na ścianach powiesiłam plakaty. Plakaty z idolami. Zdjęcia z nimi i autografy. Na półce poukładałam wszystkie płyty, książki i drobne rzeczy. Do drzwi ktoś zapukał. Poszłam otworzyć, stała mała dziewczynka. Wzięła mnie za  reke i zaprowadziła do swojego domu. Wiedziałam, że ma na imię Darcy. Powiedziała, że mam ładną bluzkę. Akurat z 1D.
-Darcy gdzies się podziewała.
-Pseplasam tatusiu.
Nie wierzyłam w moich oczach łzy stanęły. Ten głos się w ogóle nie zmienił. Był taki sam, zachrypnięty, ale delikatny. Po tylu latach pamiętałam. Dalej loczki i zielone oczy, dołeczki. Poznał, że byłam fanką, po bluzce.
-Jezu Harry to Ty ? Zapytałam zapłakana.
-Tak to ja, nie wiedziałem, że rozpoznasz.
-Takiego człowieka, jak ty nie da się zapomnieć. Nigdy nie zapomnę tych dołeczków i tego glosu.
Podszedł i przytulił mnie. Brakowało mi tego. Płakałam co raz bardziej.
-Witaj sąsiadko.
Po tylu latach. Zaprosiłam go do domu. Do swojego pokoju. Opowiedziałam mu wszystko. Nie mógł uwierzyć, że ktoś jeszcze słucha ich piosenek. Nie wiezrył, że ktoś ma jeszcze plakaty, płyty, autobiografie. Przecież Directioner zostaje się na zawsze.
Okazało się, że Darcy jest córką Gemmy. Z chłopakami dalej utrzymuje kontakt. Lecz nie ma planach wrócić do kariery. I to mnie zabolało.
Mimo tego dalej byłam szczęśliwa.

--------------------------------------------------
Hej, macie kolejny imagin. Jakoś mnie wzięło na wspomnienia. Jutro dodam kolejny. Mma juz napisany. Przepraszam za wszelkie błędy. Podoba się? Skomentuj. :)
♥

piątek, 11 lipca 2014

I hate you but I love you

-Dziecko, ja już cię nie poznaje. Co się z tobą dzieje? Jesteś taka od dwóch lat! Myślałam, że ci przejdzie! Że to tylko taki okres w twoim życiu. Ale nie! Ty pijesz, palisz i imprezujesz po nocach, dziewczyno! Prosze cię bądź tą samą, cichą, spokojną dziewczynką jaką byłaś! Co to jest w ogóle za życie?!-krzyczała matka. Heh, słysze tą gadke codziennie od dwóch lat.
-Chcesz wiedzieć jakie jest moje życie?! Jest do dupy. Jest kurwa do dupy!-krzyczałam ze łzami w oczach.-Nic, kompletnie nic nie wiesz jak to jest być mną! Nie wiesz jaka jestem! Nie wiesz do jasnej cholery po co to robie! Robie to kurwa żeby zapomnieć, żeby zapomnieć co było kiedyś! Żeby zapomnieć o moich uczuciach!-po moich policzkach spływały łzy.-Kurwa!-pobiegłam na góre i trzasnęłam drzwiami łazienki zamykając ją na klucz. Z szafki wyciągnęłam nową żyletke. Podwinęłam rękawy bluzy i ze łzami w oczach kilka razy przejechałam po nadgarstku. Krew kapała do wanny mieszając się z moimi łzami. Ktoś zapukał do drzwi.-Daj mi kurwa święty spokój!-krzyknęłam.
-Jess, to ja moge wejść?-zapytał cichutko mój młodszy brat. Od ostatniego czasu tylko z nim rozmawiałam. Tylko dla niego istniała jeszcze ta malutka cząstka starej Jess. Szybko przepukałam wanne i opuściłam rękawy aby mały nic nie zauważył.
-Chodź pójdziemy do mojego pokoju. Dobrze?-powiedziałam wychodząc z łazienki.
-Mhym...-mruknął i podał i malutką ręke. Kiedy byliśmy już w moim pokoju rozmawialiśmy i śmialiśmy się z głupot jakie tylko przyszły nam do głowy. Kocham tego malucha. Ma 6 lat a zachowuje się czasem tak poważnie jak o wiele starsza osoba. Ma piękne, duże, brązowe oczy i bląd włosy. Kiedy będzie starszy na 100% dziewczyny będą się w nim zakochywać od pierwszego wejrzenia. Nagle jego cudowny śmiech ucichł. Kiedy na niego spojrzałam w jego oczkach były łzy.
-Co jest maluszku, o co chodzi?-zapytałam.
-Obiecałaś mi. Dlaczego to zrobiłaś?-powiedział drżącym głosem. Nie musiał mi mówić o co chodzi. Tylko on znał mój sekret. Tylko on wiedział, że się tne. Gdy spojrzałam w dół zauważyłam, że rękaw mojej bluzki jest zakrwawiony. Szybo wstałam, zmieniałam bluzke i zabandarzowałam nadgarstek. Kiedy skończyłam Mike'a już nie było. Domysliłam się, że poszedł na dach. Chodziliśmy tam zawsze gdy coś nas dręczyło. Otworzyłam okno i od razu go zauważyłam, nie myliłam się. Siedział skulony i cichutko łkał. Usiadłam obok niego i mocno przytuliłam nie zważając na ból, który był spowodowany od cięć na nadgarstku.
-Przepraszam Mike. Musiałam. Wszystko znów wróciło.-szepnęłam.
-Mogłaś przyjść do mnie.-szepnął nadal łkając.-Wysuchałbym cię.
-Nie myślałam. Potrzebowałam tego maluszku, potrzebowałam.-ostatnie słowo wypowiedziałam taki cicho, że nie jestem pewna czy on je usłyszał.
-Ja nie moge ci na to pozwolić zrozum, nie chce cię stracić.-spojrzał na mnie tymi pięknymi oczami.-Moge dzisiaj z tobą spać?
-Pewnie. Choć musimy się wykompać.-powiedziałam i pocałowałam go w czoło. Kiedy byliśmy przy kompieli Mike przyniósł dwa, ulubione pluszaki.-Po co one są nam potrzebne?
-Myszka Miki jest dla mnie, a Myszka Minnie jest dla ciebie jeśli znów będziesz chciała sobie zrobić buu mocno go przytul i się wypłacz.-Tak kiedyś robiłam, jeszcze wtedy kiedy Mike był Malutkim bobaskiem. Mama opowiadała mu jak zwalczałam sowoje 'problemy'.
-Dziękuje, a teraz chodźmy już spać.-pokiwał głową i położył się obok mnie. Była już 22 i właściwie maluch już powinien spać. Świetnie! Mam 19 lat i śpie z misiem. Jak uroczo... Leżałam tak w milczeniu, bez żadnych emocji przez ok. 2 godz. sen nie chciał przyjść. Spojrzałam w okno. W domu na przeciwko nadal świeciło się światło. Znów zaczęłam o nim myśleć. O wydarzeniu sprzed dwóch lat. O tym dniu, w którym złamał swoją obietnice. W którym wyjechał i mnie zostawił. W którym o mnie zapomniał. Pamiętam ten dzień doskonale, jakby to było wczoraj a nie dwa lata temu. Dzień, w którym Liam Payne, mój były, najlepszy przyjaciel, którego tak kochałam, z którym odbiecałam sobie, że nigdy o sobie nie zapomnimy, że nigdy się nie zostawimy. On jednego dnia złamał obie te obietnice. A teraz? Ma nowych przyjaciół. Ja nie mam nikogo. On jest gwiazdą, ma miliony fanek, które go tak kochają. Zapewne myśli o nich częściej niż o mnie. Heh, spójrzmy prawdzie w oczy, on o mnie zapomniał. Mówił, że będzie dzwonił. Taa... zadzwonił tylko kilka razy. Miłam straszną ochote chwycić żyletke i pociąć się znowu. Ale nie moge, obiecałam Mike'owi. Mocno zacisnęłam powieki i przycisnęłam do siebie pluszaka cicho łkając. Wtedy poczułam na sobie malutkie, ciplutkie dłonie braciszka. Spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął po czym zamknął oczka. Nie wiem czemu ale działa on na mnie bardzo kojąco. Tylko on potrafi mnie uspokoić. Nawetnie wiem kiedy zasnęłam. Rano obudził mnie ból głowy. Mike nadal spał. Połknęłam tabletke i ubrałam ten zestaw. Ręke owinęłam bandamką aby ukryć ślady po nacięciach.
Zawsze rano biegam. Na stole zostawiłam karteczke dla mamy żeby się nie martwiła, choć powinna się przyzwyczaić, że codziennie biegam. Włożyłam do uszu słuchawki i włączyłam moją ulubioną liste. Kiedy po kilkugodzinnym biedy byłam prawie pod domem. W oczy rzucił mi się nowy samochód na podjeździe państwa Payne. Cóż, może mają gości? Ale tak wcześnie?  Ech, to ich sprawa nie moja. Nagle zadzwonił mój telefon, to była moja mama.
-Halo? Gdzie jesteś? Już powinnaś być, mam dla ciebie niespodzianke.-powiedziała podekscytowana.
-Jestem pod domem wyjżyj przez okno.-kiedy odsloniła firanke pomachałam jej z głupkowatym uśmiechem.
-Dobrze, a teraz ty spójrz przed siebie.-i rozłączyła się. Kiedy to zrobiłam moim oczom ukazał się on... nie kto inny jak Liam.
-Cześć Jess. Tak dawno się nie widzieliśmy, przeraszm, że się nie od...-nie pozwoliłam mu dokończyć. Z wielką gulą w gardle odwróciłam się i pobiegłam przed siebie. Słyszałam jeszcze za sobą jak krzyczy moje imie. Słyszałam też jak biegł za mną, ale j byłam szybsza. Uciekłam. Kiedy tylko Liam zniknął mi z oczu zaczęłam płakać. Płakać tak jak nie płakałam od dnia kiedy po raz ostatni go widziałam. Co on sobie myśli?! Że przyjedzie tu tak po prostu i mu wybacze? Jeśli tak to grubo się myli. Nienawidze go tak bardzo! Ale zarazem kocham... Wytarłam łzy i pobiegłam do parku w pobliżu. Usiadłam na huśtawce i lekko bujałam się nie myśląc. Uwielbiam to miejsce. Prawie nikogo tu nie ma. Cisza i spokój.

Oczami Liam'a.
Jestem zmęczony tym wszystkim. Chce odpocząć od wszystkiego. Pobyć z rodziną i ze starymi znajomymi. Kiedy zaparkowałem na podjeździe i wyszedłem z samochodu pierwsze co rzuciło mi się w oczy to dom Jess. Tak za nią tęskniłem, nie moge się doczekać kiedy ją zobacze. Po tym jak razem z rodzicami zjadłem śniadanie zadzwoniła do nas pani Smith, mama Jess, że ta powinna już wrócić. Szybko wstałem od stołu i stanąłem za świerkiem, który rosnął przed moim domem. Zauważyłem biegnącą dziewczyne. Nagle zatrzymała się przed domem i odebrała telefon. Udało mi się spojrzeć na jej twarz. To była ona. Jess. Po cichu stanąłem przed nią. Dziwie się, że mnie nie usłyszała. Kiedy zakończyła rozmowe z uśmiechem, spojrzała na mnie. Z jej twarzy momentalnie znikł uśmiech a pojawiło się zaskoczenie.
-Cześć, Jess. Tak dawno się nie widzieliśmy, przepraszam, że się nie od...-nie dała mi dokończyć odwróciła się i zaczęła biec przed siębie bardzo szybko.-Jess! Jess!-krzyczałem biegnąc. Kiedy uświadomiłem sobie, że jej nie dogonie stanąłem. Właśnie wtedy odwróciła się. Ale tyko na chwile. Zaraz potem znów zaczęła biec. Co ja takiego zrobiłem? Wróciłem do domu. Rodzice pytali mnie jak spotkanie. Ale nie powiedziałem nic. Bez słowa pomaszerowałem do swojego pokoju i zamknąłem się na klucz. Wszystkie zdjęcia z Jess sprzed dwóch lat. I wszystko wróciło. Pamiętam. Pamiętam dzień, w którym obiecaliśmy sobie, że się nie opuścimi i nie zerwiemy kontaktu. Ja to zrobiłem. Miałem dzwonić. Zapomniałem. Jestem skończonym kretynem! Jak ja mogłem jej to zrobić?! Przecież tak ją kochałem.

Oczami Jess.
Siedze tu dwie godziny ignorując wystki telefony i SMS-y. Kiedy zaczęło mnie to denerwować po prostu wyłączyłam go. Zamknęłam oczy. Takiego spokoju mi bakowało. Udało mi się o tym nie myśleć. Nie myślałam. Wiatr lekko muskał moją twarz kiedy tak siędziałam na huśtawce. Szybko otworzyłam oczy kiedy usłyszałam, że ktoś siada na huśtawce obok. To by Mike.
-Maluchu! Co tuy tu robisz?! Przszedłeś sam?-powiedziałam wystraszona.
-Tak, martwiłem się o ciebie. Wiedziałem gdzie cię szukać więc uciekłem.
-Kochanie, nie wolno ci uciekać. Nie przeżyłabym gdyby coś ci się stało. Chodźmy do domu, mama na pewno odchodzi od zmysłów.-chwyciłam małą rączkę i ruszyłam w strone domu.
-Nie uciekniesz kiedy mnie odprowadzisz?-zapytał cichutko Mike.
-Nie, zostane z tobą.-maluszek uśmiechnął się słabo i przez reszte drogi nie rozmawialiśmy.
-Mike! Gdzieś ty był? Wszędzie cie szukałam, tak samo jak ciebie Jess. Gdzieś ty była?-nic nie odpowiedziałam, puściłam tylko rączkę braciszka i powoli poszłam na góre. Położyłam się na łózku i usnęłam. Rano onudziła mnie rozmowa.
-Ja nie jestem pewna czy to dobry pomysł. Widziałeś jak wczoraj zareagowała kiedy cię zobaczyła.-czy on tu przyszedł?
-Tak, wiem. Chce z nią tylko porozmawiać.
-Dobrze. Wiesz gdzie jej pokój.-potem słyszałam jak wchodzi po schodach. Odwróciłam się do okna tak by nie widział mojej twarzy. CIcho zapukał a potem wszedł.
-Cześć Jess. Słuchaj przeraszam cię za wszystko. Przepraszam cię, że cię zostawiłem. Ja...ja nie chciałem żeby to tak sie potoczyło. Tęskniłem za tobą. Prosze cie wysłuchaj mnie.Wiem, że nie śpisz.-otarłam z twarzy łzy i odwróciłam się do niego. Kiedy zobaczył moją twarz uśmiechnął się słabo.
-I co?! Myślisz, że wszystko będzie dobrze?! Nie będzie... nie miałam nikogo innego niż ty. A ty tak zwyczjanie odeszłeś.-powiedziałam siedzac na łóżku, płacząc. Nie odezwał się, jego zwrok utknął na moim nadgarstku. Dopiero teraz zauważyłam, że bandamka, którą zakryłam slady spadła. Wstałam aby wziąźć bluze ale Liam złapał mnie za łokcie i przyciągnął do siebie. Spojrzał na poranione nadgarstki ze smutkiem w oczach.
-Czy to...-zawachał się.
-Czy to przez ciebie?-powiedzialam za niego.-Nie, to tylko przeze mnie. Przez to, że za bardzo się do ciebie przywiązałam.-odparłam próbując się wyszarpać. Ale był za silny. Przyciągnął mnie bliżej swojej klatki piersiowej i zamknął w mocnym uścisku. Przez chwile próbowałam się wyszarpać ale kiedy zrozumiałam, że nie mam na to najmniejszych szans ustąpiłam. Zaczęłam płakać mocząc przy tym jego koszulke.
-Przepraszam...-szepnął po czym pocałował moją głowe.- Tak bardzo cię przeraszam.
-Nienawidze cię.-powiedziałam przez płacz.- Tak bardzo cie nienawidze.
-Wiem. Wybacz mi prosze.-pokiwałam głową wtulając się w niego nadla płacząc. Wiem, że nie powinnam tak robić ale brakowało mi go. Brakowało mi jego uścisku.
Spędziliśmy razem cały miesiąc wakacji. Liam wyznał mi miłość. Kocham go. Lecz boje się, że znów go strace.
-Jess, musze wyjechać na dwa tygodnie.-powiedział smutny.
-Oh.-tylko tyle zdołałam z siebie wydusić.
-Ale wróce, obiecuje.-powiedział.
-Na czas?
-Na czas. 
-Jeśli nie wymarze cię z pamięci.-pomyślałam głośno.
-Dobrze. Nie chce cię ranić wiesz?
-Wiem.
-Kocham cię.-powiedział patrząc mi w oczy.
-Kocham cię.-szepnełam i wtuliłam się w jego tors.
Minęly dwa tygodnie odkąd wyjechał. Jego nadal nie ma. Czuje smutek, złość, żal, nienawiść. Nic więcej. Mija kolejny dzień. Czuje to samo, tylko dzisiaj bardziej boli. Może on tam kogoś ma? Czy na prawde mnie kocha? Czy mnie nie oszukiwał? Setki myśli zaprzątywały moją głowe. Ja tak nie moge, nie wytrzymuje. To musi się skończyć. Wzięłam kartke i długopis.


Droga mamo, Mike!
Przepraszam was za wszystko. Za wszystkie problemy. Mike, nie byłam dla ciebie dobrym autorytetem,bardzo cię przepraszam maluchu. Nie płacz po mnie bo nie warto. Uśmiechaj się każdego dnia kiedy tylko wstaniesz! Nie przywiązuj się nigdy do nikogo tak bardzo jak ja. Sam byłeś świadkiem co się ze mną działo. Tylko ty mnie uspokajałeś. Zobaczysz, że kiedyś o mnie zapomnisz. Zrób to jak najszybciej. Tak samo mamo zrób to ty. Nie byłam wam do niczego potrzebna. Tylko wadziłam wam w życiu. A tam? Mam nadzieję, że będe szczęścliwa. Prosze żyjcie dalej, a ty Mike jesteś zdolnym i mądrym chłopcem. Nie zmarnuj sobie życia i nie popełniaj tych błędów, które ja popełniłam.
Kocham was, Jess.


Chwyciałam żyletke, którą trzymałam w szafce. Przejechałam nią po nadgarstku, tak bardzo brakowało mi tego bólu. Płakałam. Robiłam raz po raz kolejne cięcia. Aż w końcu poczułam się lekka, wolna od wszystkiego. Nic nie czułam. To było wspaniałe uczucie.


Umierała. Tego właśnie chciała prawda? Bała się tego, że on ją zostawił. Że ma kogoś innego. Nie pomylała jednak o jednym. O tym, że coś mogło mu się stać. Że miał wypadek, w którym zginął. Że umarł kiedy do niej jechał.
Tego samego dnia do mamy Jess przyszła sąsiadka. Mama Liama ze łzami w oczach opowiedziała przyjaciółce co się stało. W tym czasie Mike poszedł do siostry aby jej o tym powiedzieć. Jednak kiedy zobaczył ją zakrwawioną na podłodze zaczął gołośno płakać.
-Obiecałaś mi! Jak mogłaś!-krzyczał przez łzy. Jego matka ułyszawszy to przybiegła szybko na góre. Dostała szoku.-Obiecałaś.-szepnął całując jej rany. Kiedy karetka przyjechała lekarz stwierdził zgon. To był już koniec...





*********************************************************************************
Hej, jakoś wena mnie złapała do tego :D mam nadzieje, że wam się spodoba. Ciesze się bo widze, że czytacie tego bloga i ciesze się, że rozdziały się wam podobają motywujecie mnie :D dziękuję. Wakacje mijają tak sobie ;p... nie ma co robić ale niedługo przyjeżdża ciocia z angli więc jest ok :D a no i jade do Krakowa pod koniec lipca lub początek sierpnia *,* <33
PS. założyłam nowego bloga :D jutro pojawi się pierwszy rozdział :)
presence-harry-styles.blogspot.com